5 października 2017

Recenzja: Pull the Wire - Negatyw (2017)


Zarzutów do rynku muzycznego XXI wieku mam sporo. Jednym z nich jest to, że muzycy skupiają się na tym jak grają, a nie co grają. W efekcie nietrudno znaleźć wybitnych instrumentalistów, zaś przyjemnej dla ucha muzyki ze świecą szukać. Pull The Wire natomiast wie, co jest w tym wszystkim najważniejsze. Płyta Negatyw to po prostu szalenie dobre kawałki - i o to w tym wszystkim chodzi!

Od czasu W Polsce jest ogień! minęły 3 lata. Przerwa między nagraniami - spora, ale w tym czasie działo się sporo. Zespół dużo koncertował, zagrał dwukrotnie na Woodstock, w tym raz na dużej scenie, do ostatnich chwil prowadząc walkę o Złotego Bączka z Decapitated. Niestety były też mniej przyjemne wydarzenia. Formacja rozstała się z dotychczasowym perkusistą oraz wokalistą. Najbardziej niepokojąca była jednak cisza związana z nowym materiałem. Od premiery W Polsce jest ogień! mijały kolejne miesiące, a zespół milczał. Zatrudnienie na stanowisko wokalisty Damiana Pyzy okazało się jednak zapowiedzią nowego materiału, którego premiera odbyła się z końcem września 2017 roku.

Przyznam, że zatrudnienie "Pyzy" przyjąłem z pewną dozą niepokoju. Nie byłem przekonany, czy wokalista, ze swoją dość delikatną barwą, udźwignie energię zespołu i zadziorne partie Wookiego. Nie przekonywały single, za to... przekonała cała płyta. Okazało się, że Damiana Pyzę stać też na bardziej energiczne, "charakterne" partie (Korporacyjna gra, Klamstwa, Nagła śmierć), a że jeszcze mocniej postawiono na (prześwietne!) chórki, to ciężko doszukiwać się jakichkolwiek symptomów złagodnienia charakteru grupy. Przede wszystkim jednak "Pyza" to po prostu lepszy wokalista od poprzednika. Jego partie są czystsze, schludniejsze i postawione w punkt,  dobrze brzmi w obu rejestrach, mocno chwyta wyższe dźwięki (Londyn!), zaś umiejętności pozwalają mu na śpiewanie w inny sposób w każdym z utworów. Dzięki temu Pull the Wire pozbawił się wokalnej monotonii debiutu. W efekcie jest ciekawie i zaskakująco. Zmiana na plus!

Zmienił się wokal, ale czy zmieniła się muzyka? Z jednej strony nie, bo twórczość Pull The Wire to dalej bardzo dobre piosenki z kapitalnymi melodiami (każdy utwór) i pomysłowo poskładanymi riffami. Z drugiej strony tak, bo wsłuchując się w partie gitarowe słyszymy więcej wirtuozerii, eksperymentów i ukłonów w kierunku hard rocka i heavy metalu (otwierający riff Negatywu, kapitalny groove Wolnego człowieka, SteelPantherowe Kłamstwa, mięsista Nagła śmierć). Zespół mocno oddalił się od punkowego "trzy akordy darcie mordy" i choć z zewnątrz muzyka rzeczywiście brzmi punk rockowo, to wydaję mi się, że zbudowana została na nieco innych podstawach. Mam również wrażenie, że grupa w porównaniu do debiutu mocniej zaakcentowała dynamikę poszczególnych utworów, decydując się na wiele zwolnień i nieszablonowych rozwinięć tematów. Dodając do tego, że sam materiał jest bardzo równy i przemyślane rozrzucony na płycie, to tego albumu słucha się naprawdę bardzo, bardzo dobrze.

Po raz kolejny wypada mi pochwalić teksty, które są jednym z największych atutów twórczości grupy. Tu po raz kolejny świetnie korespondują z muzyką i poruszają ważne życiowe tematy. Zespół czasem bezpośrednio (Groupies), czasem pośrednio (Janusze i Abdule) dzieli się ze słuchaczem swoimi przemyśleniami, używając do tego barwnych metafor. Czasem jest poważnie (Negatyw, Korporacyjna gra, Analogowy gość w cyfrowym świecie), czasem zaś bardziej humorystycznie (Dziewczyna z klubu Go-Go, Londyn, Życie w trasie) - za każdym razem niebanalnie i interesująco.

Ogromny(!) postęp został poczyniony w brzmieniu krążka. Nie mogło być jednak inaczej, skoro grupa oddała się pod skrzydła małżeństwa Srzednickich ze Studia Serakos (Riverside). Świetna praca została wykonana zarówno od strony brzmienia, miksów i całościowej produkcji. Dzięki temu płyta brzmi po prostu świetnie. Dodatkowo została naprawdę ładnie wydana.

Negatyw to płyta o wiele lepsza od W Polsce jest ogień!. Zespół nie dość, że dodatkowo podkreślił swoje największe walory, to całkowicie wyeliminował słabe strony. Przede wszystkim jednak Pull The Wire pokazał na tej płycie, że to dalej bezczelnie szczery, autentyczny zespół, który nie idzie na kompromisy, a który przedstawia siebie takim, jakim naprawdę jest. Negatyw to tuzin równych,  wielobarwnych, bardzo dobrych utworów pełnych życia i pasji, od których naprawdę ciężko się oderwać. Brawo Panowie!

Lista utworów:
01. Negatyw
02. Życie w trasie
03. Korporacyjna gra
04. Dziewczyna z klubu Go-Go
05. Analogowy gość w cyfrowym świecie
06. Kłamstwa
07. Groupies
08. Nagła śmierć
09. Londyn
10. Wolny człowiek
11. Czas na lepszy czas
12. Janusze i Abdule

23 lutego 2017

Bogowie perfekcji

Wyprzedanie koncertu w Progresji nie było dla mnie zaskoczeniem z dwóch powodów. Nie chodzi tu jednak o same zespoły, a o świetne albumy, które na trasie promował Kreator oraz Sepultura.

Kreator rzadko odwiedza Polskę. Mieliśmy jednak sporo szczęścia, że na niemal sam początek trasy promującej Gods of Violence traf padł na nasz kraj. Tym bardziej, że Niemcy przygotowali ponad półtoragodzinny set z barwną oprawą wizualną. Po koncercie utwierdziłem się w przekonaniu, że Kreator to jedna z nielicznych thrashowych grup, która zamiast bronić swojej pozycji na rynku ciągle atakuje, rozwija się i przede wszystkim osiąga swoje cele. Grupa zagrała bowiem naprawdę prześwietny koncert i było to być może najznamienitsze metalowe wydarzenie, na którym byłem obecny w warszawskiej Progresji. Formacja Mille'a Petrozzy dużo miejsca poświęciła promowanemu Gods of Violence (pięć utworów), koncertowy set ubarwiając szlagierami (Enemy of God, Phobia) jak i nieco odkopanymi Under the Guillotine oraz Total Death. O tym, że Petrozza jest perfekcjonistą wiadomo od dawna i potwierdził to koncert, mający znamiona perfekcji. Zespół należy pochwalić za bardzo umiejętne rozłożenie granych utworów, dzięki któremu Kreator bardzo inteligentnie szafował słuchaczy innymi muzycznymi bodźcami (tak jak Extreme Agression na ciężkim, miażdżącym brzmieniu po cukierkowym Fallen Brother). Dzięki temu nie było mowy o ani jednym momencie znużenia, a wiadomo że przy jednostajnym muzycznym klimacie taki efekt, przy dłuższych koncertach, jest trudna do uzyskania. Wisienką na torcie było zakończenie wieczoru. O zespole bardzo dobrze świadczy to, że mimo "przebojowego" nurtu ostatnich albumów nie zapomniał o płytach, dzięki którym świat usłyszał o Niemcach. Na bisy, oprócz nowszego Violent Revolution, dostaliśmy Flag of Hate, Under the Guillotine oraz Pleasure to Kill, z czego ten ostatni zabrzmiał naprawdę potężnie i wręcz... przerażająco. Muzycy byli w świetnej formie. Petrozza, mimo wielu lat na karku, z każdym rokiem śpiewa chyba tylko lepiej. Dla mnie osobiście dużym wydarzeniem było zobaczenia (i usłyszenie!) na żywo fantastycznych solówek Samiego Yli-Sirniö - zabrzmiały wspaniale. Podsumowując, jeszcze raz stwierdzę, że koncert Kreator miał znamiona perfekcji. Świetny dobór utworów, optymalna kolejność, niewymuszony, naturalny i efektywny dialog Petrozzy z publicznością, oprawa wizualna koncertu (muzycy często przemieszczający się na scenie, materiały video, konfetii itd.), a w końcu świetna forma muzyków sprawiły, że ciężko było nie być zachwyconym występem Niemców. Choć kilka utworów zabrzmiało nieco gorzej niż się spodziewałem (Phantom Antichrist), to i tak zdecydowana większość poprawiała swoje notowania, w tym wielobarwny From Flood into Fire, który na wersji studyjnej nie do końca mnie przekonywał, a na koncercie wypadł prześwietnie.

Przed Kreatorem z godzinnym setem wystąpiła brazylijska Sepultura. Zgodnie z oczekiwaniami formacja zaprezentowała sporo materiału ze świetnie przyjętego, nowego albumu Machine Messiah, który, przynajmniej moim zdaniem, nie okazał się zbytnio "koncertową płytą". Przyznam, że po paru utworach byłem nieco znużony nowym materiałem, a skutecznie obudziła mnie końcówka koncertu z takimi klasykami jak Refuse/Resist, Arise, Ratamahatta i Roots Bloody Roots. Choć akceptuję Dereka Greena jako wokalistę zespołu, to zdecydowanie brakowało tutaj drugiej gitary, którą obsługiwał Max Sepultura. Słyszane to było zwłaszcza gdy Andreas Kisser zaczynał grać partie solowe. Ogromne wrażenie robił zaś, szczególnie przy utworach z premierowej płyty, najświeższy członek zespołu, perkusista Eloy Casagrande. Bębniarz za swoim zestawem dwoił się i troił - robiło to świetne wrażenie. Ogólnie o koncercie Sepultury muszę wypowiedzieć się pozytywnie. Był to udany koncert, choć przyznam, że oczekiwałem tu czegoś więcej.

Warto dodać, że przed Kreatorem i Sepulturą usłyszeliśmy dodatkowo koncerty Aborted i Soilwork. Niestety pierwszego zespołu, ze względu na kilkudziesięciometrową kolejkę przed wejściem do klubu, nie udało mi się obejrzeć. Soilwork widziałem na festiwalu Ursynalia kilka lat temu i w mojej ocenie muzyki grupy nic się nie zmieniło. Zespół na pewno dał bardzo energetyczny koncert - fani mogli być zadowoleni, ale ja po prostu w takich brzmieniach nie gustuję. Na pewno było (za) głośno. Sepultura oraz Kreator grali na niższych rejestrach, przy optymalnej głośności i tych koncertów słuchało się z przyjemnością.

Na pewno był to wyczerpujący wieczór (18:00-23:00), ale trudno było znaleźć kogokolwiek, nieusatysfakcjonowanego występem zespołów. Szczególnie Kreator, headliner koncertu, pokazał się za znakomitej strony. Ja na pewno na długo zapamiętam ten wieczór!

Kreator, setlista:
Hordes of Chaos (A Necrologue for the Elite)
Phobia
Satan Is Real
Gods of Violence
People of the Lie
Total Death
Phantom Antichrist
Fallen Brother
Enemy of God
From Flood into Fire
World War Now
Hail to the Hordes
Extreme Aggression
Civilization Collapse

Bis:
Violent Revolution
Flag of Hate
Under the Guillotine
Pleasure to Kill

16 listopada 2014

Morbid Angel zagra w Progresji

Knock Out Productions oraz Klub „Progresja Music Zone” zapraszają na koncert legendarnego Morbid Angel. Amerykanie zaprezentują w całości album „Convenant” oraz największe klasyki zespołu! Tego po prostu nie można przegapić. 
 
Morbid Angel
Chcesz usłyszeć genialny album “Covenant” genialnych Morbid Angel w całości? Nie musisz odpalać smartfona, tabletu, odtwarzacza empetrójek, kompaktów czy gramofonu. Możesz to zrobić z udziałem muzyków, na żywo, w Polsce, do tego aż trzy razy! Rocznicowe tournée upamiętniające wspaniałą płytę Amerykanów, jesienią 2014 roku zahaczy mocno o nasz kraj.

“Covenant” to znacząca płyta w historii zespołu, jak i gatunku. Jeden ze znaków firmowych Morbidów. Po dwóch wcześniejszych arcydziełach, kapela z Florydy stworzyła kolejne, choć po odejściu Richarda Brunellego nie wszyscy wierzyli w jej świetlaną przyszłość i jakość jej muzyki. Do współprodukcji zaangażowano Fleminga Rasmussena, opromienionego sławą po współpracy z Metallicą. “Covenant” okazał się komercyjnym sukcesem oraz pierwszym wydawnictwem deathmetalowym, które wydała (w USA) wytwórnia wchodząca w skład potężnego koncernu Warner Music Group. O komercjalizacji i pójściu w stronę mainstreamu oczywiście nie było mowy. David Vincent i Trey Azagthoth stworzyli dzieło o niesamowitym klimacie, okultystyczno-satanistyczne tekstowo, spójne muzycznie. Z dwoma najwspanialszej próby deathmetalowymi klejnotami, czyli “Rapture” i “God Of Emptiness”. Wielkiego klasyka, po prostu. “Covenant” 20th Anniversary Tour” przegapić nie wolno!

Azarath
Polska grupa death/black metalowa powstała w 1998 roku. Przez lata tworzony przez wielu uznanych polskich muzyków, Azarath pozostaje mocnym trzonem polskiego podziemia metalowego. W 2011 wydali swój piąty album studyjny „Blasphemers’ Maledictions”.

Ogotay
Energetyczny i żywiołowy zespół death metalowy składający się z muzyków Yattering, Mess Age, Pandemonium, Fulcrum. Założony w 2011 wydal i promuje swój pierwszy album OGOTAY „Eve of the last day”. Nagrany singiel „Bastards and orphans” jest zapowiedzią prac nad nowym, drugim albumem „Dead god`s prophet”.

Morbid Angel [USA] / Ogotay / Azarath
Progresja Music Zone
data: 21/11/2014
godzina: 18:00 - 23:30
scena: Main Stage
ceny biletów: przedsprzedaż - 80 PLN | w dniu - 90 PLN

9 listopada 2014

Recenzja: Pull the Wire - W Polsce jest ogień! (2014)


Mimo dziesiątek recenzji na koncie miałem ogromny problem z tym tekstem. Wszystko dlatego, że na co dzień takiej muzyki... po prostu nie słucham. Dobra muzyka zawsze jednak broni się sama więc z wielką ciekawością przyjąłem wyzwanie Pull the Wire i ich premierowego materiału. Czy w Polsce naprawdę jest ogień?

Historia zespołu Pull the Wire sięga lat 2002-03. Występując z autorskim materiałem zespół grał przed takimi formacjami jak KSU, The Bill, The Analogs, Luxtorpeda czy Farben Lehre oraz na wielu innych koncertach (m.in Festiwal Woodstock) i przeglądach, odnosząc takie sukcesy jak 3. miejsce na warszawskim festiwalu Dobra Strona Rocka oraz 3. miejsca na IV edycji festiwalu Śliwka Fest (jury pod przewodnictwem Tomasza „TITUSa” Pukackiego uhonorowało zespół nagrodą dodatkową). Wartym odnotowania faktem jest to, że w tym okresie grupie, bez wsparcia mediów, bazując głównie na występach na żywo, udało się zbudować aktywną rzeszę fanów i gdziekolwiek formacja by nie grała, to zawsze spotykała się z zainteresowaniem odbiorców. Po wydanym w roku 2011 materiale demo brakowało jedynie pełnowymiarowego krążka, który ostatecznie ukazał się we wrześniu roku 2014.

W Polsce jest ogień! to ponad 40 minut muzyki zamkniętej w dwunastu utworach. Niespodzianek nie ma, gdyż wszystkie kompozycje gatunkowo wpasowują się w etykietę punk rocka. Materiał umieszczony na debiutanckim wydawnictwie Pull the Wire można ocenić jako muzyczne podsumowanie dotychczasowej kariery zespołu. Na albumie znalazły się bowiem utwory, które zespół regularnie od kilku lat wykonywał na koncertach (Miłość, Papieros, Twarze Ludzi, Psychopata, Ponad Wszystkim), znany dobrze fanom grupy megahit Kapslami w niebo oraz kilka całkowitych nowości. Z uwagi na to na W Polsce jest ogień! mamy do czynienia z przekrojowym podejściem muzyków do własnej historii i oraz twórczości.

Tak jak na każdej płycie tak i na debiutanckim albumie Pull the Wire znajdą się plusy i minusy, a może bardziej elementy, które wyszły lepiej i nieco słabiej. Jako największe atuty twórczości Pull the Wire mógłbym zaliczyć pomysłową grę gitar (świetne konstrukcje riffów w poszczególnych utworach), zadziorną i niezwykle spójną z muzyką grupy sekcję perkusyjną oraz naprawdę wyśmienite teksty. Muzycy Pull the Wire poruszają poważne tematy związane z życiem społecznym i politycznym w Polsce (promujący album Polsko), wewnętrzne problemy i zagwozdki człowieka (TRG, Papieros), a także nieco luźniejsze kwestie (Kapslami w niebo). Co najważniejsze poruszają je w niezwykle ciekawy i mądry sposób, który zmusza słuchacza do zastanowienia się nad każdym padającym słowem, a dodatkowo jeszcze bardziej przyciąga do samej muzyki zespołu i przesłania grupy. Warto dodatkowo dodać, że teksty zostały ubrane w przyjemne melodie, które po prostu wpadają do ucha. Podkreślę również naprawdę udane chórki zespołu.

To co wyszło nieco słabiej to brzmienie (moim zdaniem zbyt mało mocy na gitarach oraz za mocno "podbity" i odseparowany od całości wokal prowadzący) oraz sam wokal frontmana grupy, który nie zawsze wypada równie dobrze jak muzyka całego zespołu. Często brakuje tu mocy, głębi (wokalnie jest zbyt płasko) oraz różnorodności. Przydałoby się więcej eksperymentów takich jak chociażby w utworze Nie wiem, gdyż na przestrzeni całego W Polsce jest ogień! wokalnie jest zbyt monotonnie.

Warto podkreślić równy muzyczny poziom wydawnictwa. Albumu słucha się od początku do końca przyjemnie i choć są tu lepsze i słabsze utwory, to ułożone są w taki sposób, że płyty przesłuchuje się od deski do deski. Zastanawiającym zabiegiem było umiejscowienie na niemal ostatnim miejscu wielkiego hitu i chyba najlepszego jak dotąd utworu formacji, Kapslami w niebo. Wydaje się, że tego typu szlagiery powinny znajdować się na samym początku albumów i muszę przyznać, że niezwykle ciekawią mnie przyczyny jakie zadecydowały o takim stanie rzeczy.

Ogólnie W Polsce jest ogień! należy ocenić pozytywnie. Płyta na pewno jest idealnym prezentem dla fanów formacji, którzy dobrze znają materiał grupy, a do tej pory nie mieli szansy posłuchać go w zaciszu domowym. Wydawnictwo jest udanym podsumowaniem wieloletniej działalności Pull the Wire, po które z całą pewnością powinien sięgnąć każdy fan formacji. Skoro mi, osobie na co dzień niesłuchającej tego typu muzyki, ten album przypadł do gustu, to jestem pewien, że przekona i każdego fana punk rocka.

Lista utworów:
01. TRG     
02. Polsko    
03. Miłość     
04. Ponad wszystkim     
05. Papieros     
06. Twarze ludzi     
07. Psychopata     
08. Po-garda     
09. Nie wiem     
10. Artysta     
11. Kapslami w niebo     
12. Chore ambicje

19 października 2014

Opeth zagra w Progresji

Opeth wraca do Polski. Jedyny koncert grupy w naszym kraju odbędzie się 27 października w warszawskim klubie Progresja. 

Opeth doskonale znany jest wszystkim fanom progresywnego metalu. Zespół, któremu przewodzi Mikael Åkerfeldt, na muzycznej scenie działa już od 1990 roku i ma na swoim koncie jedenaście studyjnych albumów, z czego ostatni, "Pale Communion", ukazał się 26 sierpnia nakładem Roadrunner Records (recenzję można przeczytać tutaj). To właśnie ten krążek grupa promować będzie na trasie koncertowej, w ramach której pojawi się na jedynym koncercie w Polsce!

Gościem specjalnym na koncercie Szwedów będzie francuska formacja Alcest. Alcest to zespół wywodzący się z kręgu shoegaze, czyli jednego z gatunków rocka alternatywnego, który powstał pod koniec lat osiemdziesiątych w Wielkiej Brytanii. Grupa powstała w 2000 roku w Bagnols–sur–Ceze we Francji. Na początku tego roku ukazał się czwarty studyjny album formacji. Zespół tworzą: multiinstrumentalista Neige oraz perkusista Winterhalter.

Polski koncert Opeth organizuje Metal Mind Productions.

Opeth [Szwecja] / Alcest [Francja]
Progresja Music Zone
data: 27/10/2014
godzina: 19:00 - 23:30
scena: Main Stage
ceny biletów: przedsprzedaż - 120 PLN | w dniu - 140 PLN

Opeth – Meet & Greet – 18:30 – 19:00 (opcja dostępna dla członków fanklubu!)
otwarcie bram – 19:00
ALCEST – 19:45 – 20:30
OPETH – 21:00 – 23:00

6 października 2014

Behemoth w klubie Stodoła

BESTII przedstawiać nikomu nie trzeba. Już od ponad 20 lat zespół króluje  mroczną stroną muzyki w Polsce, ciesząc się wcale nie mniejszą popularnością za granicą, a Adam Nergal Darski znany jest nie tylko jako muzyk, kompozytor, producent muzyczny, multiinstrumentalista i wokalista, ale także jako osobowość telewizyjna i dziennikarz. 

BEHEMOTH, początkowo pod nazwą Baphomet, został założony przez swojego niekwestionowanego lidera w Gdańsku w 1991 roku. Od tamtego czasu wydanych zostało 10 albumów studyjnych, a każdy z nich był na swój sposób przełomowy. Sventevith (Storming Near The Baltic), był debiutanckim krążkiem zespołu i zaowocował kontraktem z niemiecką Solistitium Rec. na wydanie dwóch kolejnych krążków. Były to Grom, jedyny album w historii zespołu na którym pojawia się żeński wokal i gitara akustyczna, oraz Pandemonic Incantations, którym zespół pożegnał się ze stylistyką paganmetalową. W tym momencie także do ekipy dołączył obecny perkusista, znany jako Inferno. Czwarta płyta, Satanica (1999), okazałą się prawdziwie spektakularnym sukcesem, mierzonym w kilkunastu tysiącach sprzedanych egzemplarzy, podpisaniu nowego kontraktu z włoską Avantgarde Music oraz umową licencyjną na Stany Zjednoczone, oraz dwoma wyczerpującymi trasami koncertowymi. Od tamtego czasu kariera zespołu potoczyła się już lawinowo, a kolejny krążek, Thelema.6, porażający brutalnością, furią i intensywnością, zrównoważony niemal wirtuozerską techniką, w połączeniu z metafizycznymi tekstami, sprawił, że na zespół BEHEMOTH zwrócił uwagę cały metalowy świat.

Zespół ma na koncie niezliczone nagrody i wyróżnienia, oraz występy na największych światowych festiwalach, gdzie królują ciężkie brzmienia, między innymi Impact, Sonisphere, czy Brutal Assault. Od 2012 roku BEHEMOTH jest niemal w ciągłej, obszernej, międzynarodowej trasie koncertowej, obejmującej Stany Zjednoczone i Europę. Jesienią 2013 roku wyruszyli na podbój drugiej części globu, występując w Japonii, Australii i Nowej Zelandii.


Okazja by zobaczyć na żywo zespół o polskich korzeniach, który bez wątpienia zasługuje na miano prawdziwej gwiazdy międzynarodowej, nadejdzie 10 października, kiedy to BEHEMOTH zawładnie Stodołą!

4 lutego ukazała się najnowsza płyta zespołu pod tytułem The Satanist. Płyta została wyprodukowana przez Behemoth, braci Wiesławskich oraz Daniela Bergstranda w Hertz Studio. Album został zmiksowany przez Matta Hyde (Slayer) oraz zmasterowany przez Teda Jensena (Metallica, AC/DC) w Sterling Sound. Okładka „The Satanist” została namalowana przez rosyjskiego artystę i okultystę Denisa Forkasa (denisforkas.com). Farba, której użył zawierała krew Nergala. Dodatkowy design został wykonany przez Metastazis (Paradise Lost, etc.) oraz Zbigniewa Bielaka (Watain, Ghost).

Najnowszy album Behemoth „The Satanist”, który ukazał się w lutym tego roku, to wielki sukces, zarówno artystyczny jak i komercyjny. Album zadebiutował na 34 miejscu listy Billboard oraz jako numer 1 najlepiej sprzedających się płyt w Polsce i zbiera znakomite recenzje na całym świecie, a zespół gości na okładkach najbardziej prestiżowych magazynów muzycznych. Behemoth zagrał już dwie duże trasy promujące krążek w Europie oraz Ameryce, a już 10 maja formacja zawita do Rosji i zagra tam 13 koncertów. Polscy fani nie mogą się już doczekać „Polish Satanist Tour”, która rozpocznie się w październiku. Tym razem skład trasy będzie wyjątkowo różnorodny, bo obok Behemoth zagrają Tribulation, Merkabah oraz Mord’A’Stigmata.

Nergal komentuje: „Zwykle zaczynaliśmy światową trasę każdego albumu w Polsce, koncertami na których dopiero docieraliśmy się z nowym materiałem. Tym razem odwróciliśmy kolejność… W przypadku "The Satanist World Tour" jesteśmy już na bardzo wysokich obrotach i nie jest żadną kokieterią z mojej strony jeśli powiem, ze Behemoth NIGDY nie był w lepszej formie! Przygotowaliśmy mocno odświeżoną setlistę i całkowicie nową produkcję oraz zaskakujący show. Odwiedzimy największe polskie miasta w towarzystwie wyjątkowym i bardzo zróżnicowanym. Grać z nami będzie black metalowa potęga Mord’A’Stigmata, awantgardowy Merkabah i specjalni goście ze Szwecji: Tribulation! W wielu rankingach na najlepszy album 2013 młodzi Szwedzi nie mieli konkurencji ze swoim ostatnim krążkiem "Formulas of Death". Nie możemy doczekać się tej trasy po Polsce… Widzimy się już za kilka miesięcy! Hail Satan!"

Polish Satanist Tour
Klub Stodoła
Drzwi: 18:00
SUPPORT: Mord’A’Stigmata, Merkabah
Goście specjalni: Tribulation

Bilety w cenie:
Do 18.09: 55 pln miejsca stojące oraz 75 pln balkon
Od 19.09: 65 pln miejsca stojące oraz 85 pln balkon
do kupienia w kasie Klubu Stodoła (Warszawa ul. Batorego 10)
Sprzedaż internetowa: www.stodola.pl

5 października 2014

Koncerty Animals as Leaders oraz Tesseract w Polsce

Knock Out Productions z wielką przyjemnością ogłasza dwa koncerty w Polsce trasy gdzie co-headlinerami są zespoły Animals As Leaders oraz Tesseract. Tego typu wydarzenia zazwyczaj (niestety) omijały Polskę dlatego radzimy zanotować sobie te dwie daty fanom nowoczesnego, technicznego łojenia.

ANIMALS AS LEADERS (USA) instrumentalny progmetal, fusion, djent:
 
Ciekawe opowiadanie historii samymi dźwiękami jest sztuką, która nie jest dana wielu. W Polsce mamy Tides From Nebula, którzy robią to świetnie. Wśród wybrańców zagranicznych, mających szczęście bycia obdarzonymi tą umiejętnością, jest trio z Waszyngtonu o nazwie, w której pewnie zakochają się (albo już się zakochali) miłośnicy zwierząt – Animals As Leaders. Niestety, zła informacja dla nich jest taka, że lider zespołu, mający metalcore'owe korzenie Tosin Abasi, nie odniósł ją do zwierzątek, lecz do ludzi rządzących światem. Co zaś tyczy się muzyki, Tosin wraz z dwoma kolegami (są nimi gitarzysta Javier Reyes oraz bębniarz Matt Garstka), tworzy niesamowite połączenie progmetalu, z jazz rockiem oraz elementami brzmieniowymi i rytmicznymi, które zachwycą fanów Meshuggah, a które oddaje słówko "djent". Pewnie zauważyliście, że nie ma w składzie basisty. AAL nie przeszkadza to w ogóle w tworzeniu frapującej i ciężko brzmiącej muzyki (w końcu, od czego są ośmiostrunowe gitary i zabawy różnymi strojeniami?), jak na trzecim albumie "The Joy Of Motion" (marzec 2014), wyprodukowanym przez Mishę Mansoora z Periphery. Posłuchajcie na przykład kompozycji "Tooth And Claw" albo "Lippincott". Odlecicie, w szczególności, jeśli przykładacie wielką wagę do umiejętności technicznych muzyków. Gwarantujemy!
 
TESSERACT (Wielka Brytania) progmetal, rock progresywny:

Na początku drugiej dekady XXI wieku Tesseract okrzyknięto największą nadzieją muzyki progresywnej, a kwintet z Milton Keynes swoją twórczością udowodnił, że prognozy te nie były ani trochę przesadzone. Debiut płytowy kapeli, "One" (2011), wzbudził ekstazę u recenzentów "Terrorizera", "Metal Hammera", "Kerranga!", a nawet nobliwego, prestiżowego amerykańskiego dziennika "Washington Post". Kontynuacja pochwał nastąpiła po koncertach, które nastąpiły w kolejnych blisko dwóch latach od debiutu, a przede wszystkim po kapitalnym drugim albumie "Altered State" z roku 2013, który Brytyjczycy będą promować podczas dwóch jesiennych koncertów w Polsce. Warto się na nie wybrać choćby po to, by poznać nieco odmienione oblicze Tesseract. Lifting stylistyczny zespół zawdzięcza wokaliście Ashe'owi O'Harze, który dołączył w 2012 roku i którego niesamowity głos o bardzo szlachetnej i delikatnej charakterystyce słychać na drugim krążku Anglików.

Zagrają:
ANIMALS AS LEADERS (USA) instrumentalny progmetal, fusion, djent
TESSERACT (Wielka Brytania) progmetal, rock progresywny
+
support

Kiedy: czwartek, 09 październik, 2014
Gdzie: Warszawa @ Proxima, ul. Żwirki i Wigury 99a

Ceny biletów:
65 zł przedsprzedaż
75 zł w dniu koncertu

KUP BILET NIE WYCHODZĄC Z DOMU!!!
Bilety kolekcjonerskie dostępne wysyłkowo w linku poniżej.
Link do biletu: http://knockoutprod.net/sklep/bilety/tesseractanimals-leaders-warszawa